Pokazywanie postów oznaczonych etykietą California. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą California. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2015

Sztuka na pustyni

Wytrząśnięte z szuflady

Salvation MountainSkojarzenia z pustynią to: gorąco, piasek, nuda, oaza i fatamorgana.  To ostatnie można uznać za najlepsze, kiedy jadąc Beal Road, kilka mil od Slab City, na pustyni Colorado, widzimy wzniesienie pokryte, pomalowaną na kolorowo, gliną.  Przy samej drodze stoi coś na kształt tablicy/rzeźby – God never fails – Salvation Mountain i mimo, że na dworze są prawdziwie pustynne temperatury, trudno to miejsce minąć bez zatrzymania się.

Salvation Mountain dziś jest określana instalacją artystyczną, jednak nie stworzył jej artysta i nie taki był jego zamysł.  Leonard Knight, urodzony w 1931 roku, 35 lat później doznał religijnego olśnienia, ponieważ powiedzieć, że było to nawrócenie, to zbyt mało.  Od tego czasu, cały czas szukał sposobu wyrażenia swojej wiary i dotarcia ze słowem do innych ludzi.  Pierwszym pomysłem był balon, który Leonard próbował sam uszyć, lecz po 14 latach poddał się i przyznał do porażki.
 

Good never fails Salvation MountainNie miał pomysłu co dalej i jak wyrazić swoją wiarę dlatego zdecydował się opuścić okolice Niland  i Slab City. Jako pożegnanie chciał pozostawić ślad w postaci cementowej „tabliczki”, która tak rozbudował, że powstało wzniesienie.  To co dzisiaj widzimy to druga Salvation Mountain, pierwsza zapadła się, która jest zrobiona z gliny adobe i słomy, pokryta niewyobrażalną ilością farby.
Salvation Mountain

15 maja 2002 Salvation Mountain została wpisana do Spisu/Rejestru Kongresowego Stanów Zjednoczonych jako dziedzictwo narodowe.
Cała historia została interesująco opisana na dedykowanej projektowi Salvation Mountain stronie.  Jeśli będziecie w pobliżu to koniecznie zaglądnijcie bo wrażenie pozostaje na długo.

Salvation MountainSalvation Mountain

wtorek, 4 sierpnia 2015

Wodospady Yosemite - dużo wody na gorące dni

z serii wytrząśnięte z szuflady

Yosemite Fall 
W upalny dzień, taki jak dziś (około 35 stopni C), marzeniem jest woda dla ochłody i to w każdej postaci.  To wyobraźmy sobie pionową ścianę skalną, wysoką na 739 m i ... spadając z niej wodę.  To jest właśnie wodospad Yosomite, najwyższy wodospad Ameryki Północnej.  

W Yosemite National Park znajdziecie ich więcej, drugi unikalny to Ribbon - najwyższy wodospad o jednym progu.
Co ciekawe, to nie zawsze jest tyle wody, dwa lata później jakiś niepozorny strumyk spływał z tej samej ściany.

Wodospad Yosemite
Trudno pisać o czymś tak dobrze opisanym jak Yosemite National Park, po prostu punkt obowiązkowy dla zwiedzających Kalifornię.
Przydatne linki


Strona samego parku Yosemite

wtorek, 16 czerwca 2015

June Gloom

czerwcowe smutki


Czerwiec kojarzy się z pełnią lata i zbliżającymi się wakacjami.  Słońce, niebieskie niebo, wciąż soczysta zieleń, intensywne kolory kwiatów – po prostu cudownie.

 
I wydaje się nam, że tak jest w każdym zakątku świata, a już na pewno w Kalifornii inaczej być nie może.  Niestety w południowej części tego stanu występuje zjawisko atmosferyczne zwane June Gloom. Czyli wstajemy rano aby w pięknym słońcu zobaczyć słynne bulwary i plaże, a tu niebo pokryte niskimi chmurami, mgła i chłód.  Po kilku godzinach wypogadza się i wszystko wraca do normy czyli pogoda jak z obrazka.  Ponieważ zjawisko to występuje głównie w czerwcu stąd wzięła się nazwa.


Piwonie - summer colors 
Na podobne zjawisko możemy trafić w San Francisco.  Jednak tutaj potrafi być ono dużo bardziej dotkliwe ponieważ niskie chmury i mgła potrafią okupować miasto przez prawie cały dzień. Jeśli wpadliśmy do San Francisco tylko na jeden dzień – ale to chyba nie możliwe bo w jeden dzień nawet nie warto zaczynać przygody z tym miastem – i akurat wtedy trafi nam się mglisty dzień, to możemy nie zobaczyć słynnego mostu Golden Gate w całości.  W dodatku może być dość zimno dlatego warto na letnie wakacje w Kalifornii zabrać także coś cieplejszego do ubrania.

Golden Gate San Francisco

Dowiedz się więcej o  June Gloom 

środa, 27 maja 2015

Venice - Los Angeles

Każdy kraj ma swoją Wenecję

z serii wytrząśnięte z szuflady


Venice w Los Angeles kojarzy się przede wszystkim z jedną ze słynnych plaż - Venice Beach i promenadą (Broadwalk).  Jednak historia tej części miasta jest dużo ciekawsza i potwierdza, że każdy kraj musi mieć swoją Wenecję z kanałami.  

Budowę sieci kanałów rozpoczęto w 1905 jako część planu Wenecja Ameryki Abbot’a Kinney’a.  Kinney zafascynowany pobytem w Wenecji, tej we Włoszech,  zapragnął stworzyć podobne miejsce z kanałami, gondolami, molem i innymi atrakcjami.  Niestety do naszych czasów, z różnych powodów, przetrwał tylko niewielki fragment z tego projektu.  Część kanałów została zasypana i przekształcona w ulice, np. Windward Ave. i Market St., na potrzeby ruchu samochodowego. 

Wielki projekt rewitalizacyjny przeprowadzony w latach 90-tych XX wieku przywrócił jej urok i prestiż, a umieszczenie na liście National Register of Historic Places chroni przed naporem nowoczesności.  Dziś Venice Canals to bardzo przyjemne miejsce na spacer, ścieżki prowadzą wzdłuż kanałów poprzecinanych malowniczymi mostkami. Także domy, te oryginalne z początku minionego wieku oraz te odnowione, to przykłady ładnej architektury. Najciekawsza część mieści się między Strongs Dr. – S Venice Blvd – 28th Ave – Ocean Ave. W okolicy znajdziemy sporo restauracji, pracowni architektonicznych, studiów filmowych, to takie miejsce gdzie chciałoby się zamieszkać. A wszystko to tylko przysłowiowy „rzut kamieniem” od wspomnianej już plaży i promenady.

Jeśli nie chcecie utknąć w korkach, szukać miejsca do parkowania czy przedzierać się przez tłumy to warto wybrać się tam w dzień tygodnia.  W weekendy, tak jak nad każdą dużą wodą bywa, każdy chce tam odpocząć.


piątek, 27 marca 2015

Downtown Los Angeles - warto zobaczyć

z serii "Wytrząśnięte z szuflady"


Los Angeles kojarzy się przede wszystkim z Hollywood, Beverly Hills, Santa Monica i tam kieruje się większość turystów. Centrum (downtown) jest najczęściej pomijane, a może raczej niezauważane.  Przecież, na pierwszy rzut oka, to takie samo centrum, jakie możemy znaleźć w wielu innych amerykańskich miastach.

Moim zdaniem warto jednak tam zajrzeć ponieważ będzie to całkiem inny obraz miasta aniołów, w którym historia miesza się z nowoczesnością, a dostatek z jego brakiem. Aby zacząć od samego początku należałoby zajrzeć najpierw do El Pueblo, jako miejsca, które prawdopodobnie znajduje się najbliżej pierwszej osady.  Lecz ja polecam uwadze stację kolejową, która znajduje się tuż obok. Union Station jest znana jako ostatnia z wielkich stacji kolejowych. Budynek i jego wnętrze zostały fantastycznie odrestaurowane i robią wrażenie.  Historię stacji można znaleźć na stronie amtraka Great American Stations.
 
Teraz ruszamy już do centrum; czasy świetności centrum L.A. to lata 1890-1930, wtedy było to rzeczywiście centrum biznesowe, handlowe i rozrywkowe. Dziś miasto stara się przywrócić dzielnicy dawną świetność i powoli wraca tu prawdziwe życie. Kolejne budynki są odrestaurowywane i dzięki temu możemy podziwiać przykłady przepięknych dekoracji architektonicznych z epoki świetności. 


Architecture Details Los Angeles

 Jeśli chcecie zobaczyć jak dawniej wyglądały wnętrza zajrzyjcie do Bradbury Building. 


Także niektóre teatry odzyskują swoją dawną funkcję, stają się miejscami spektakli i seansów kinowych, zamiast magazynów i sklepów z przysłowiowym „mydłem i powidłem”, należy do nich Los Angeles. 
Los Angeles downtown

Warto zajrzeć także do Grand Central Market, szczególnie jeśli jesteśmy już głodni.  Prócz straganów z wszystkim co na porządnym rynku powinno być, są także stoiska serwujące świeżo przygotowane potrawy. Z tej możliwości rzeczywiście korzystają osoby pracujące lub mieszkające w okolicy, jak zwykle w takich miejscach status nie ma znaczenia. Adres, godziny otwarcia i wiele więcej znajdziecie na ich stronie.

Przydatne linki
Union Station - Great American Stations
Grand Central Market L.A.

środa, 18 marca 2015

Loft - miejsce dla sztuki

a nie mieszkanko w nowo wybudowanej inwestycji

z serii "wytrząśnięte z szuflady"


W Los Angeles znajdziecie najstarszą „kolonię” artystyczną „The Brewery”.  Utworzono ją w dawnym browarze ponad 30 lat temu. Budynki zostały przebudowane tylko wewnątrz, bez naruszania struktury zewnętrznej.  Pozostawiono także elementy takie jak oryginalna klatka schodowa, łączniki między poszczególnymi budynkami, windy.

U nas, bardzo często, lofty są sprzedawane jako luksusowe przestronne mieszkania. W „The Brewery” są to najczęściej długie, wąskie i wysokie studia z ogromnymi oknami, czyli przestrzeń i światło – wszystko co dla artystów jest ważne. Jeśli chodzi o część mieszkalną to wyposażenie jest bardzo proste i zdecydowanie nie na wysoki połysk.


Studio Ted Meyer - the Brewery
fot. dzięki uprzejmości Ted Meyer - studio w the Brewyer

Cała kolonia to około 300 artystów tworzących dzieła z wykorzystaniem wszelkich możliwych technik. Oczywiście są tam też studia fotograficzne, dźwiękowe, filmowe i wszystko co wiąże się z nowymi mediami i reklamą.

Sam obszar jest mocno betonowy i dość trudno znaleźć tu jakieś bardziej zielone miejsca dlatego ci, którzy mają przywilej posiadania frontu/ogródka pielęgnują swoje roślinki.  Całość ma swój unikalny charakter, daleki od połysku szkła i skali.

Oczywiście trudno wyobrazić sobie takie miejsce bez miejsca na imprezy czyli baru. Jak najbardziej jest, prosty aż do bólu, ale serwują przyzwoite piwo (to możliwe) i dobre jedzenie w ludzkich cenach. Zawsze ktoś tam przesiaduje więc towarzystwa nie trzeba szukać daleko, ale nie ma nachalności i przymusu – nie chcesz rozmawiać to możesz zaszyć się gdzieś w kącie.

Dwa razy w roku, w kwietniu i w październiku, „The Brewery” organizuje artwalk czyli taki dzień otwarty.  Większość artystów otwiera swoje studia nie tylko po to by pokazać co robią lecz także sprzedać swoje prace – sztuka jest tu po prostu pracą.