Nie wiem dlaczego pustynia kojarzy mi się, przede wszystkim, z piaszczystymi wydmami (nie wiem czy istnieją wydmy inne niż piaszczyste). W rzeczywistości pustynie mogą być bardzo różne. Teoria mówi o pustyniach skalistych, kamienistych, żwirowych, piaszczystych, ilastych, słonych i lodowych.
Jednak podejście naukowe pozostawmy na boku, bo przecież dużo ciekawiej jest oglądać świat na żywo.
Przegląd różnych obszarów, które zaliczyłabym do pustyń lub pustynnych można zobaczyć podróżując po zachodnich stanach USA. Sądziłam, że etap robienia tysięcy zdjęć krajobrazom za oknem samochodu mam już za sobą. Okazało się, że po kilkudniowej podróży skończyłam z gigantyczną liczbą zdjęć w temacie krajobrazy inne niż las.
Największym zaskoczeniem tej podróży były dla mnie Glamis Dunes / Algodones Dunes / Imperial Sand Dunes. Nagle na horyzoncie pokazał się pas wydm, takich typowych jakie możemy zobaczyć nad morzem.
Jest to największa piaszczysta wydma w Kalifornii, która obejmuje obszar o długości ok. 72 km i szerokości ok. 10 km. „Łacha” piachu wygląda jak z obrazka i trudno sobie wyobrazić w jaki sposób powstała. Podobno jest pozostałość po wylewach rzeki Kolorado, która często zmieniała kierunek swojego biegu. Ponieważ nie znalazłam lepszego źródła informacji, dlatego link do Wikipedii.
Imperial Dunes to także obszar dostępny dla fanów sportów terenowych. Więcej informacji znajdziecie w serwisie o pustyniach USA.
O miejscach, wydarzeniach, sytuacjach, rzeczach czyli o wszystkim co małe, ulotne. A małe, z pozoru, nieważne rzeczy to całkiem spory kawałek, szybko znikającej z pamięci, rzeczywistowści.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalifornia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalifornia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 maja 2016
niedziela, 9 sierpnia 2015
Sztuka na pustyni
Wytrząśnięte z szuflady
Skojarzenia z pustynią to: gorąco, piasek, nuda, oaza i fatamorgana. To ostatnie można uznać za najlepsze, kiedy jadąc Beal Road, kilka mil od Slab City, na pustyni Colorado, widzimy wzniesienie pokryte, pomalowaną na kolorowo, gliną. Przy samej drodze stoi coś na kształt tablicy/rzeźby – God never fails – Salvation Mountain i mimo, że na dworze są prawdziwie pustynne temperatury, trudno to miejsce minąć bez zatrzymania się.Salvation Mountain dziś jest określana instalacją artystyczną, jednak nie stworzył jej artysta i nie taki był jego zamysł. Leonard Knight, urodzony w 1931 roku, 35 lat później doznał religijnego olśnienia, ponieważ powiedzieć, że było to nawrócenie, to zbyt mało. Od tego czasu, cały czas szukał sposobu wyrażenia swojej wiary i dotarcia ze słowem do innych ludzi. Pierwszym pomysłem był balon, który Leonard próbował sam uszyć, lecz po 14 latach poddał się i przyznał do porażki.
Nie miał pomysłu co dalej i jak wyrazić swoją wiarę dlatego zdecydował się opuścić okolice Niland i Slab City. Jako pożegnanie chciał pozostawić ślad w postaci cementowej „tabliczki”, która tak rozbudował, że powstało wzniesienie. To co dzisiaj widzimy to druga Salvation Mountain, pierwsza zapadła się, która jest zrobiona z gliny adobe i słomy, pokryta niewyobrażalną ilością farby.15 maja 2002 Salvation Mountain została wpisana do Spisu/Rejestru Kongresowego Stanów Zjednoczonych jako dziedzictwo narodowe.
Cała historia została interesująco opisana na dedykowanej projektowi Salvation Mountain stronie. Jeśli będziecie w pobliżu to koniecznie zaglądnijcie bo wrażenie pozostaje na długo.
wtorek, 4 sierpnia 2015
Wodospady Yosemite - dużo wody na gorące dni
z serii wytrząśnięte z szuflady
W upalny dzień, taki jak dziś (około 35 stopni C), marzeniem jest woda dla ochłody i to w każdej postaci. To wyobraźmy sobie pionową ścianę skalną, wysoką na 739 m i ... spadając z niej wodę. To jest właśnie wodospad Yosomite, najwyższy wodospad Ameryki Północnej.
W Yosemite National Park znajdziecie ich więcej, drugi unikalny to Ribbon - najwyższy wodospad o jednym progu.
Co ciekawe, to nie zawsze jest tyle wody, dwa lata później jakiś niepozorny strumyk spływał z tej samej ściany.
Trudno pisać o czymś tak dobrze opisanym jak Yosemite National Park, po prostu punkt obowiązkowy dla zwiedzających Kalifornię.
Przydatne linki
Strona samego parku Yosemite
wtorek, 16 czerwca 2015
June Gloom
czerwcowe smutki
Czerwiec kojarzy się z pełnią lata i zbliżającymi się wakacjami. Słońce, niebieskie niebo, wciąż soczysta zieleń, intensywne kolory kwiatów – po prostu cudownie.
I wydaje się nam, że tak jest w każdym zakątku świata, a już na pewno w Kalifornii inaczej być nie może. Niestety w południowej części tego stanu występuje zjawisko atmosferyczne zwane June Gloom. Czyli wstajemy rano aby w pięknym słońcu zobaczyć słynne bulwary i plaże, a tu niebo pokryte niskimi chmurami, mgła i chłód. Po kilku godzinach wypogadza się i wszystko wraca do normy czyli pogoda jak z obrazka. Ponieważ zjawisko to występuje głównie w czerwcu stąd wzięła się nazwa.
Na podobne zjawisko możemy trafić w San Francisco. Jednak tutaj potrafi być ono dużo bardziej dotkliwe ponieważ niskie chmury i mgła potrafią okupować miasto przez prawie cały dzień. Jeśli wpadliśmy do San Francisco tylko na jeden dzień – ale to chyba nie możliwe bo w jeden dzień nawet nie warto zaczynać przygody z tym miastem – i akurat wtedy trafi nam się mglisty dzień, to możemy nie zobaczyć słynnego mostu Golden Gate w całości. W dodatku może być dość zimno dlatego warto na letnie wakacje w Kalifornii zabrać także coś cieplejszego do ubrania.
Dowiedz się więcej o June Gloom
Etykiety:
California,
Kalifornia,
Los Angeles,
San Francisco,
USA
środa, 27 maja 2015
Venice - Los Angeles
Każdy kraj ma swoją Wenecję
z serii wytrząśnięte z szuflady
Venice w Los Angeles kojarzy się przede wszystkim z jedną ze słynnych plaż - Venice Beach i promenadą (Broadwalk). Jednak historia tej części miasta jest dużo ciekawsza i potwierdza, że każdy kraj musi mieć swoją Wenecję z kanałami.
Budowę sieci kanałów rozpoczęto w 1905 jako część planu Wenecja Ameryki Abbot’a Kinney’a. Kinney zafascynowany pobytem w Wenecji, tej we Włoszech, zapragnął stworzyć podobne miejsce z kanałami, gondolami, molem i innymi atrakcjami. Niestety do naszych czasów, z różnych powodów, przetrwał tylko niewielki fragment z tego projektu. Część kanałów została zasypana i przekształcona w ulice, np. Windward Ave. i Market St., na potrzeby ruchu samochodowego.
Wielki projekt rewitalizacyjny przeprowadzony w latach 90-tych XX wieku przywrócił jej urok i prestiż, a umieszczenie na liście National Register of Historic Places chroni przed naporem nowoczesności. Dziś Venice Canals to bardzo przyjemne miejsce na spacer, ścieżki prowadzą wzdłuż kanałów poprzecinanych malowniczymi mostkami. Także domy, te oryginalne z początku minionego wieku oraz te odnowione, to przykłady ładnej architektury. Najciekawsza część mieści się między Strongs Dr. – S Venice Blvd – 28th Ave – Ocean Ave. W okolicy znajdziemy sporo restauracji, pracowni architektonicznych, studiów filmowych, to takie miejsce gdzie chciałoby się zamieszkać. A wszystko to tylko przysłowiowy „rzut kamieniem” od wspomnianej już plaży i promenady.
Jeśli nie chcecie utknąć w korkach, szukać miejsca do parkowania czy przedzierać się przez tłumy to warto wybrać się tam w dzień tygodnia. W weekendy, tak jak nad każdą dużą wodą bywa, każdy chce tam odpocząć.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Zakupy inaczej - czyli nie centra handlowe
z serii "wytrząśnięte z szuflady"
Podróż bez zakupów nie liczy się, bo przecież trzeba przywieźć pamiątki i prezenty. Czasami chodzi nam głównie o zakupy wtedy centra handlowe, outlety czy butiki interesują nas najbardziej.
Na szczęście to nie wszystko, bo są miejsca wyjątkowe, które zainteresują wielbicieli vintage oraz różnych dziwnych rzeczy jakie tylko można znaleźć na typowym targu staroci. Takie miejsce to trochę jak lustro odbijające gusty, upodobania i różne mody minione i obecne; widać także co powraca, a co na zawsze zniknęło i nie budzi zainteresowania wśród kupujących.
Ja rzadko odwiedzam takie miejsca, a jeśli już mi się zdarzy, to raczej jako obserwator niż klient. Tak samo sceptyczno-obserwacyjne nastawienie miałam do wielkiego targu, który odbywa się w każdą drugą niedzielę miesiąca przy stadionie Rose Bowl w Pasadenie.
Był to typowy june gloom (o tym następnym razem) poranek więc zaczęło się mało optymistycznie. W wycieczce towarzyszyli nam „specjaliści”, którzy już na początku wypytali nas co chcielibyśmy znaleźć i tym prostym sposobem zostaliśmy wciągnięci w poszukiwanie „łupów”. Zabawa była całkiem niezła, a ja, jako największy sceptyk, opuściłam targ z łupem za kilka dolarów w rękach.
Przydatne linki - Rose Bowl Flea Market
Etykiety:
flea market,
Kalifornia,
Los Angeles,
Pasadena,
targi staroci,
USA
niedziela, 12 kwietnia 2015
Downtown Los Angeles - jeszcze kilka ciekawych miejsc
z serii "wytrząśnięte z szuflady"
Naprzeciwko Grand Central Market, znajduje się Angels Flight Railway najkrótsza kolejka na świecie, która łączy historyczną część miasta z Bunker Hill. Dla mnie ta kolejka to trochę jak „schody” do innego L.A., bo to na Bunker Hill znajduje się finansowa część miasta, gdzie nowoczesna architektura zdominowała przestrzeń.
Nowoczesna to przecież nie znaczy gorsza, a jeśli spojrzymy na Walt Disney Concert Hall zaprojektowany przez Franka Gehry to zadziwiająca czy piękna będzie jak najbardziej na miejscu. Historia konstrukcji budynku jest nie mniej zajmująca niż odkrywanie jego zakamarków; podobno pierwotnie budynek miał być pokryty kamieniem – przyznaję, że nie potrafię sobie tego wyobrazić. Także sama powierzchnia metalu była już zmieniana ponieważ okazało się, że odbijane od błyszczącej powierzchni światło słoneczne było oślepiające i powodowało podniesienie temperatury w okolicznych budynkach. Rozwiązaniem okazało się zmatowienie całości budynku. Po więcej informacji warto zajrzeć na blog o Los Angeles. Polecam też sklepik w budynku filharmonii, ponieważ można znaleźć tam ładne i interesujące pamiątki nie tylko związane z samym budynkiem, ale także z Los Angeles.
Warto jeszcze zajrzeć do Little Tokyo szczególnie w porze lunch’u lub obiadu/kolacji ponieważ serwują tam wyśmienite japońskie jedzenie i nie ogranicza się to do sushi. Los Angeles ma także China Town, lecz to raczej namiastka tego co można znaleźć w Nowym Jorku czy San Francisco.
Jeśli macie ochotę na obejrzenie panoramy Los Angeles to są dwa dobre punkty widokowe i jedno z nich znajduje się w centrum. Jest to hotel Westin Bonaventure gdzie znajduje się obrotowa kawiarnia / restauracja. Pełen obrót trwa 1,5h i jest to dość dużo na raczej monotonną panoramę, ale warto tam zajrzeć choćby na chwilę. A z „filmowych” ciekawostek, to hotel ten grał w kilku znanych produkcjach między innymi Na linii ognia, Mission Impossible III, Showtime, Ucieczka z LA oraz w „True Lies” (Prawdziwe kłamstwa). Co do tego ostatniego to między innymi scena, w której Arnold Schwarzenegger wjeżdża konno do przeszklonej windy została właśnie tam nakręcona.
piątek, 27 marca 2015
Downtown Los Angeles - warto zobaczyć
z serii "Wytrząśnięte z szuflady"
Los Angeles kojarzy się przede wszystkim z Hollywood, Beverly Hills, Santa Monica i tam kieruje się większość turystów. Centrum (downtown) jest najczęściej pomijane, a może raczej niezauważane. Przecież, na pierwszy rzut oka, to takie samo centrum, jakie możemy znaleźć w wielu innych amerykańskich miastach.
Moim zdaniem warto jednak tam zajrzeć ponieważ będzie to całkiem inny obraz miasta aniołów, w którym historia miesza się z nowoczesnością, a dostatek z jego brakiem. Aby zacząć od samego początku należałoby zajrzeć najpierw do El Pueblo, jako miejsca, które prawdopodobnie znajduje się najbliżej pierwszej osady. Lecz ja polecam uwadze stację kolejową, która znajduje się tuż obok. Union Station jest znana jako ostatnia z wielkich stacji kolejowych. Budynek i jego wnętrze zostały fantastycznie odrestaurowane i robią wrażenie. Historię stacji można znaleźć na stronie amtraka Great American Stations.
Teraz ruszamy już do centrum; czasy świetności centrum L.A. to lata 1890-1930, wtedy było to rzeczywiście centrum biznesowe, handlowe i rozrywkowe. Dziś miasto stara się przywrócić dzielnicy dawną świetność i powoli wraca tu prawdziwe życie. Kolejne budynki są odrestaurowywane i dzięki temu możemy podziwiać przykłady przepięknych dekoracji architektonicznych z epoki świetności.
Jeśli chcecie zobaczyć jak dawniej wyglądały wnętrza zajrzyjcie do Bradbury Building.
Także niektóre teatry odzyskują swoją dawną funkcję, stają się miejscami spektakli i seansów kinowych, zamiast magazynów i sklepów z przysłowiowym „mydłem i powidłem”, należy do nich Los Angeles.
Warto zajrzeć także do Grand Central Market, szczególnie jeśli jesteśmy już głodni. Prócz straganów z wszystkim co na porządnym rynku powinno być, są także stoiska serwujące świeżo przygotowane potrawy. Z tej możliwości rzeczywiście korzystają osoby pracujące lub mieszkające w okolicy, jak zwykle w takich miejscach status nie ma znaczenia. Adres, godziny otwarcia i wiele więcej znajdziecie na ich stronie.
Przydatne linki
Union Station - Great American Stations
Grand Central Market L.A.
środa, 18 marca 2015
Loft - miejsce dla sztuki
a nie mieszkanko w nowo wybudowanej inwestycji
z serii "wytrząśnięte z szuflady"
W Los Angeles znajdziecie najstarszą „kolonię” artystyczną „The Brewery”. Utworzono ją w dawnym browarze ponad 30 lat temu. Budynki zostały przebudowane tylko wewnątrz, bez naruszania struktury zewnętrznej. Pozostawiono także elementy takie jak oryginalna klatka schodowa, łączniki między poszczególnymi budynkami, windy.
U nas, bardzo często, lofty są sprzedawane jako luksusowe przestronne mieszkania. W „The Brewery” są to najczęściej długie, wąskie i wysokie studia z ogromnymi oknami, czyli przestrzeń i światło – wszystko co dla artystów jest ważne. Jeśli chodzi o część mieszkalną to wyposażenie jest bardzo proste i zdecydowanie nie na wysoki połysk.
![]() |
| fot. dzięki uprzejmości Ted Meyer - studio w the Brewyer |
Cała kolonia to około 300 artystów tworzących dzieła z wykorzystaniem wszelkich możliwych technik. Oczywiście są tam też studia fotograficzne, dźwiękowe, filmowe i wszystko co wiąże się z nowymi mediami i reklamą.
Sam obszar jest mocno betonowy i dość trudno znaleźć tu jakieś bardziej zielone miejsca dlatego ci, którzy mają przywilej posiadania frontu/ogródka pielęgnują swoje roślinki. Całość ma swój unikalny charakter, daleki od połysku szkła i skali.
Oczywiście trudno wyobrazić sobie takie miejsce bez miejsca na imprezy czyli baru. Jak najbardziej jest, prosty aż do bólu, ale serwują przyzwoite piwo (to możliwe) i dobre jedzenie w ludzkich cenach. Zawsze ktoś tam przesiaduje więc towarzystwa nie trzeba szukać daleko, ale nie ma nachalności i przymusu – nie chcesz rozmawiać to możesz zaszyć się gdzieś w kącie.
Dwa razy w roku, w kwietniu i w październiku, „The Brewery” organizuje artwalk czyli taki dzień otwarty. Większość artystów otwiera swoje studia nie tylko po to by pokazać co robią lecz także sprzedać swoje prace – sztuka jest tu po prostu pracą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







