Galo de Barcelos
Barcelos to miasteczko jakich wiele w Portugalii. Jednak nie przez przypadek nieoficjalny symbol Portugalii jakim jest kogut, po portugalsku „galo de Barcelos”, oznacza koguta z miejscowości Barcelos.
Z symbolem tym związana jest legenda o pielgrzymie oskarżonym o dokonanie morderstwa właśnie w Barcelos. Pielgrzym nie przyznał się do czynu, który mu zarzucano, jednak sąd wydał wyrok śmierci. Przed egzekucją skazaniec zdołał dostać się przed oblicze sędziego, który właśnie spożywał kolację wraz z przyjaciółmi. Pielgrzym, wskazując na pieczonego koguta, który znajdował się na stole, powiedział, że jest niewinny i kiedy jego będą wieszać, ten to kogut ożyje i zapieje. Rzeczywiści kiedy pętla na szyi pielgrzyma zacisnęła się kogut zapiał. Sędzia natychmiast pobiegł pod szubienicę i kiedy wydawało się, że jest już za późno, okazało się, że pielgrzym szczęśliwie uniknął śmierci. Na pamiątkę tego wydarzenia pielgrzym ufundował statuę Świętego Jakuba i Najświętszej Marii Panny.
Koguciki są tak wszechobecne i w mieście i w Portugalii, że trudno wyjechać bez choćby jednego, więc może warto go kupić właśnie w Barcelos.
Inne obiekty warte uwagi to XV-wieczne fortyfikacje i XIII-wieczny kościół.
Legendę i dużo więcej znajdziecie na stronie miasta Barcelos w wersji pdf do pobrania. Co ciekawe jest tam także wersja w języku polskim.
wytrząśnięte z szuflady
Rio de Janeiro kojarzy się przede wszystkim z plażami, karnawałem i sambą. Jednak to nie wszystko, można powiedzieć, że to dopiero początek listy atrakcji, które trzeba i warto zobaczyć. Są jeszcze Głowa Cukru i Corcovado ze Statuą Chrystusa Zbawiciela oraz centrum.
Tak, Rio, prócz dzielnic położonych przy najsłynniejszych plażach: Copacabana i Ipanema, ma także takie dość typowe wielkomiejskie centrum, z biurami, korkami, pośpiechem, zgiełkiem. Jednak warto tam zajrzeć żeby zobaczyć katedrę, Mosteiro de Santo Antônio, kościół Nossa Senhora do Carmo i Paço Imperial oraz kilka innych, nielicznych już zabytków architektury.
Katedrę (Catedral Metropolitana) trudno nazwać zabytkiem, bo to obiekt jak najbardziej współczesny (konsekrowana w 1979 r), jednak ze względu na samą architekturę warto ją zobaczyć. Ma kształt stożka, choć mi bardziej kojarzy się z piramidą. Wnętrze doświetlane jest światłem słonecznym filtrowanym przez 4 ogromne witraże (60 metrów każdy). Przestrzeń jest duża, lecz nie powiedziałabym, że Katedra może pomieścić do 20 tys. osób. Wnętrze można nazwać ascetycznym ponieważ wszystkie dekoracje wtapiają się w nie, może prócz figury św. Franciszka z Asyżu, umieszczonej w świetle jednego z bocznych wejść.

Mosteiro de Santo Antônio to jak najbardziej obiekt zabytkowy i jak najbardziej godny polecenia, a znajduje się przysłowiowe kilka kroków od Katedry. Znalezienia wejścia do niego nie było proste, z powodu prowadzonych w tamtym czasie prac konserwacyjnych, lecz wysiłek został nagrodzony. Jest to najstarsza budowla sakralna w Rio de Janeiro (1608) i jedna z bardzo nielicznych, które przetrwały do dnia dzisiejszego. W zakrystii kościoła, ozdobionej azulejos, odnajdziemy rzeźby z drzewa jacaranda, a wnętrze świątyni prawie w całości pokryte jest złotą polichromią. Każda rzeźba, figura, relief, płaskorzeźba i cokolwiek można sobie wyobrazić jest złote - przyznaję, iż zrobiło to na mnie niesamowite wrażenie. Oczywiście nie wolno robić tam zdjęć, jednak nam pozwolono (może turyści zajęci plażowaniem są tam rzadkością, a szkoda).

Drugim obiektem, niewiele starszym od Mosteiro de Santo Antônio, w podobnym w stylu jest Igreja i Mosteiro de São Bento (1663). Położony jest trochę poza centrum i niestety nie wszyscy taksówkarze wiedzą o jego istnieniu, więc trzeba dokładnie sprawdzić adres i mieć ze sobą mapkę, jeśli chcecie tam się dostać. Obiekt dziś służy jako prestiżowa szkoła dla chłopców, lecz sam kościół jest otwarty dla zwiedzających. To właśnie tam można porównać jak wygląda złocone wnętrze przed renowacją z tym co zobaczycie we wspomnianym już Mosteiro de Santo Antônio; chyba, że w między czasie także i ten kościół został odrestaurowany.
I już krótko o dwóch innych obiektach: Igreja de Candelária (kościół Matki Boskiej Gromnicznej) – uznawany jest za najwspanialszy kościół; stoi frontem do zatoki, dawniej zapraszając tych, którzy właśnie przybyli do miasta; kościół Nossa Senhora do Carmo to miejsce gdzie koronowano dwóch brazylijskich cesarzy (Pedro I i Pedro II) – tak Brazylia była także cesarstwem.
Dodatkowe informacje w różnych języka, głównie po portugalsku:
http://bez-granic.pl/2013/04/piramida-majow-paryski-teatr-i-legenda-o-czarownicy/
http://www.catedral.com.br/
http://conventosantoantonio.org.br/history-english
http://igrejasdoriodejaneiro.blogspot.com/2009/03/igreja-e-convento-de-santo-antonio.html
http://www.antigase.com/a-historia/
czerwcowe smutki
Czerwiec kojarzy się z pełnią lata i zbliżającymi się wakacjami. Słońce, niebieskie niebo, wciąż soczysta zieleń, intensywne kolory kwiatów – po prostu cudownie.

I wydaje się nam, że tak jest w każdym zakątku świata, a już na pewno w Kalifornii inaczej być nie może. Niestety w południowej części tego stanu występuje zjawisko atmosferyczne zwane June Gloom. Czyli wstajemy rano aby w pięknym słońcu zobaczyć słynne bulwary i plaże, a tu niebo pokryte niskimi chmurami, mgła i chłód. Po kilku godzinach wypogadza się i wszystko wraca do normy czyli pogoda jak z obrazka. Ponieważ zjawisko to występuje głównie w czerwcu stąd wzięła się nazwa.
Na podobne zjawisko możemy trafić w San Francisco. Jednak tutaj potrafi być ono dużo bardziej dotkliwe ponieważ niskie chmury i mgła potrafią okupować miasto przez prawie cały dzień. Jeśli wpadliśmy do San Francisco tylko na jeden dzień – ale to chyba nie możliwe bo w jeden dzień nawet nie warto zaczynać przygody z tym miastem – i akurat wtedy trafi nam się mglisty dzień, to możemy nie zobaczyć słynnego mostu Golden Gate w całości. W dodatku może być dość zimno dlatego warto na letnie wakacje w Kalifornii zabrać także coś cieplejszego do ubrania.
Dowiedz się więcej o June Gloom
Każdy kraj ma swoją Wenecję
z serii wytrząśnięte z szuflady
Venice w Los Angeles kojarzy się przede wszystkim z jedną ze słynnych plaż - Venice Beach i promenadą (Broadwalk). Jednak historia tej części miasta jest dużo ciekawsza i potwierdza, że każdy kraj musi mieć swoją Wenecję z kanałami.
Budowę sieci kanałów rozpoczęto w 1905 jako część planu Wenecja Ameryki Abbot’a Kinney’a. Kinney zafascynowany pobytem w Wenecji, tej we Włoszech, zapragnął stworzyć podobne miejsce z kanałami, gondolami, molem i innymi atrakcjami. Niestety do naszych czasów, z różnych powodów, przetrwał tylko niewielki fragment z tego projektu. Część kanałów została zasypana i przekształcona w ulice, np. Windward Ave. i Market St., na potrzeby ruchu samochodowego.
Wielki projekt rewitalizacyjny przeprowadzony w latach 90-tych XX wieku przywrócił jej urok i prestiż, a umieszczenie na liście National Register of Historic Places chroni przed naporem nowoczesności. Dziś Venice Canals to bardzo przyjemne miejsce na spacer, ścieżki prowadzą wzdłuż kanałów poprzecinanych malowniczymi mostkami. Także domy, te oryginalne z początku minionego wieku oraz te odnowione, to przykłady ładnej architektury. Najciekawsza część mieści się między Strongs Dr. – S Venice Blvd – 28th Ave – Ocean Ave. W okolicy znajdziemy sporo restauracji, pracowni architektonicznych, studiów filmowych, to takie miejsce gdzie chciałoby się zamieszkać. A wszystko to tylko przysłowiowy „rzut kamieniem” od wspomnianej już plaży i promenady.
Jeśli nie chcecie utknąć w korkach, szukać miejsca do parkowania czy przedzierać się przez tłumy to warto wybrać się tam w dzień tygodnia. W weekendy, tak jak nad każdą dużą wodą bywa, każdy chce tam odpocząć.
według początkujących
O brakach na balkonie było z okazji pierwszego dnia wiosny czyli prawie dwa miesiące temu. Nie była to łatwa wiosna, o czym też już było, ale bratki jak najbardziej przetrwały i pięknie nadawały kolorów. Jednak, jak zrobiło się trochę cieplej, skrzynki z bratkami upodobały sobie także mrówki. Być może nie byłoby problemu ale od razu chciały zająć także pozostałą część balkonu biegając po wszystkim co się dało.
Niestety trzeba było szybko zrobić rewolucję, w ramach której bratki wylądowały na zesłaniu pod balkonem, a skrzynki zajęła werbena. Podobno jest to roślina, która dobrze trzyma się na bardzo nasłonecznionym balkonie. Mam nadzieję, że sprawdzi się to bo rzeczywiście wygląda ładnie. A jak nie, to jeszcze trochę miejsca pod balkonem zostało i to w bardzo dobrym towarzystwie lawendy, która już zaczyna szykować się do kwitnienia - czy trochę nie za szybko.
Arboretum Rogów
Dwa najbardziej znane ogrody botaniczne w Warszawie i okolicach to Ogród Botaniczny Polskiej Akademii Nauk w Powsinie oraz Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Oba przepiękne i warte zobaczenia, jednak mają drobną wadę dla tych, którzy niekoniecznie chcą czuć się jak na przysłowiowej Marszałkowskiej - oba miejsca są mocno oblegane, szczególnie w dni wolne.

Arboretum SGGW w Rogowie może być całkiem dobrą opcją dla osób, które chcą wyrwać się z miasta, a dysponują samochodem. Co prawda jest to ponad 100 km od Warszawy, ale korzystając z autostrady A2 można tam dojechać w trochę ponad godzinę.
Ogród leży na skraju lasu, a dokładniej to część lasu jest ogrodem dlatego „hałasujące” ptaki, których na co dzień w mieście nie słyszymy, zdecydowanie wyróżniają to miejsce na plus. Oczywiście wycieczka miała swój cel – w tym okresie to musiały być magnolie. Wrażenie jest trochę nierzeczywiste ponieważ obsypane kwiatami magnolie rosną w „zwykłym” lesie i na tle takich „typowych” świerków, jodeł czy dębów wyglądają zaskakująco i przepięknie. Podobnie jest z rododendronami, które właśnie zaczynają kwitnąć.
Pisząc o „typowych” jodłach, świerkach, sosnach, dębach i innych drzewach nie przez przypadek skorzystałam z cudzysłowu. Większość to odmiany przywiezione z innych regionów świata, wśród których znajdziemy dużo gatunków z Ameryki Północnej –nawet jest wytyczona Północnoamerykańska ścieżka. Jeśli niewiele zapamiętamy co jest co i jak wygląda – tak było ze mną, to spacer jest bardzo fajny.
A na koniec oczywiście jeszcze punkt sprzedaży, gdzie można kupić nasiona, sadzonki kwiatów, krzewów, drzew i wszystko co może być do posadzenie w ogrodzie lub na balkonie, w bardzo zachęcających cenach.
Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć
Rio de Janeiro położone jest na wybrzeżu Atlantyku i rozłożone pomiędzy granitowymi wzniesieniami, jednak tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Dwa miejsca, które świetnie nadają się do podziwiania panoramy miasta to Głowa Cukru (Pão de Açúcar) oraz szczyt Corcovado gdzie znajduje się słynna statua Chrystusa Zbawiciela (Cristo Redentor).
Pão de Açúcar to granitowy monolit o wysokości 396 m n.p.m., na który dostaniemy się kolejką linową Bondinho. Wagoniki odjeżdżają co pół godziny od 8:00 do 22:00. Pierwszy przystanek to Morro da Urca, tam trzeba przejść do drugiej stacji, która zabierze nas już na szczyt. Widoki rozciągające się na miasto, ocean, plaże, góry, zatokę i wszystko inne są fantastyczne. A jeśli już mówimy o szczegółach to możemy zobaczyć znane plaże: Leme, Copacabana, Ipanema i Leblon, dzielnice: Botafogo i Flamengo, centrum z charakterystyczna nową katedrą, most łączący Rio z Niterói i Corcovado z pomnikiem Chrystusa Zbawiciela. Dodatkową atrakcją są małpki, które tylko czekają, aż ktoś rzuci im coś do jedzenia, ale lepiej tego nie robić.
Corcovado jest niemal dwa razy wyższa niż Głowa Cukru (710 m n.p.m.) dlatego z sukcesem rywalizuje o miano najlepszego punktu widokowego oraz symbolu miasta. Na górę można dostać się taksówką lub pociągiem z dworca w dzielnicy Cosme Velho. Trasa prowadzi przez las tropikalny – Parque Nacional da Tijuca, który pokrywa górę. Na sam szczyt, do stóp statuy prowadzą ruchome schody– tak to nie żart i wygląd to dość zaskakująco i zabawnie. Widoki są spektakularne, lecz czy lepsze niż z Głowy Cukru oceńcie sami. Statua została ukończona w 1931 roku, ma 30 m wysokości i waży ponad tysiąc ton.
I drobna uwaga praktyczna, jeśli chcecie korzystać z taksówek aby tylko przemieścić się pomiędzy wybranymi miejscami, to lepiej przespacerować się kawałek i złapać taksówkę na zwykłej ulicy. Kierowcy, którzy czekają na parkingach pod samymi atrakcjami turystycznymi np. kolejką na Pão de Açúcar liczą na cała turę po mieści i raczej za turystyczne wynegocjowane ceny, a nie według licznika.
Przydatne linki
Kolejka Bondinho
Pociąg na Corcovado
Narodowy Park Tijuca