wtorek, 5 maja 2015

Magnolie, Rododendrony i przyjemny spacer po lesie

Arboretum Rogów


Dwa najbardziej znane ogrody botaniczne w Warszawie i okolicach to Ogród Botaniczny Polskiej Akademii Nauk w Powsinie oraz Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego  w Alejach Ujazdowskich w Warszawie.  Oba przepiękne i warte zobaczenia, jednak mają drobną wadę dla tych, którzy niekoniecznie chcą czuć się jak na przysłowiowej Marszałkowskiej - oba miejsca są mocno oblegane, szczególnie w dni wolne.
Magnolia - Arboretrum Rogów
Arboretum SGGW w Rogowie może być całkiem dobrą opcją dla osób, które chcą wyrwać się z miasta, a dysponują samochodem.  Co prawda jest to ponad 100 km od Warszawy, ale korzystając z autostrady A2 można tam dojechać w trochę ponad godzinę.
 

Ogród leży na skraju lasu, a dokładniej to część lasu jest ogrodem dlatego „hałasujące” ptaki, których na co dzień w mieście nie słyszymy, zdecydowanie wyróżniają to miejsce na plus.  Oczywiście wycieczka miała swój cel – w tym okresie to musiały być magnolie.  Wrażenie jest trochę nierzeczywiste ponieważ obsypane kwiatami magnolie rosną w „zwykłym” lesie i na tle takich „typowych” świerków, jodeł  czy dębów wyglądają zaskakująco i przepięknie.  Podobnie jest z rododendronami, które właśnie zaczynają kwitnąć.
 

Rododendron - Arboretrum Rogów
Pisząc o „typowych” jodłach, świerkach, sosnach, dębach i innych drzewach nie przez przypadek skorzystałam z cudzysłowu.    Większość to odmiany przywiezione z innych regionów świata, wśród których znajdziemy dużo gatunków z Ameryki Północnej –nawet jest wytyczona Północnoamerykańska ścieżka.  Jeśli niewiele zapamiętamy co jest co i jak wygląda – tak było ze mną, to spacer jest bardzo fajny.
 

A na koniec oczywiście jeszcze punkt sprzedaży, gdzie można kupić nasiona, sadzonki kwiatów, krzewów, drzew i wszystko co może być do posadzenie w ogrodzie lub na balkonie, w bardzo zachęcających cenach.

środa, 22 kwietnia 2015

Jak wyglada Rio de Janeiro

Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć

Rio de Janeiro panoram

Rio de Janeiro położone jest na wybrzeżu Atlantyku i rozłożone pomiędzy granitowymi wzniesieniami, jednak tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Dwa miejsca, które świetnie nadają się do podziwiania panoramy miasta to Głowa Cukru (Pão de Açúcar) oraz szczyt Corcovado gdzie znajduje się słynna statua Chrystusa Zbawiciela (Cristo Redentor).

 Pão de Açúcar to granitowy monolit o wysokości 396 m n.p.m., na który dostaniemy się kolejką linową Bondinho. Wagoniki odjeżdżają co pół godziny od 8:00 do 22:00. Pierwszy przystanek to Morro da Urca, tam trzeba przejść do drugiej stacji, która zabierze nas już na szczyt. Widoki rozciągające się na miasto, ocean, plaże, góry, zatokę i wszystko inne są fantastyczne. A jeśli już mówimy o szczegółach to możemy zobaczyć znane plaże: Leme, Copacabana, Ipanema i Leblon, dzielnice: Botafogo i Flamengo, centrum z charakterystyczna nową katedrą, most łączący Rio z Niterói i Corcovado z pomnikiem Chrystusa Zbawiciela. Dodatkową atrakcją są małpki, które tylko czekają, aż ktoś rzuci im coś do jedzenia, ale lepiej tego nie robić.


Corcovado jest niemal dwa razy wyższa niż Głowa Cukru (710 m n.p.m.) dlatego z sukcesem rywalizuje o miano najlepszego punktu widokowego oraz symbolu miasta. Na górę można dostać się taksówką lub pociągiem z dworca w dzielnicy Cosme Velho. Trasa prowadzi przez las tropikalny – Parque Nacional da Tijuca, który pokrywa górę.  Na sam szczyt, do stóp statuy prowadzą ruchome schody– tak to nie żart i wygląd to dość zaskakująco i zabawnie. Widoki są spektakularne, lecz czy lepsze niż z Głowy Cukru oceńcie sami. Statua została ukończona w 1931 roku, ma 30 m wysokości i waży ponad tysiąc ton.

I drobna uwaga praktyczna, jeśli chcecie korzystać z taksówek aby tylko przemieścić się pomiędzy wybranymi miejscami, to lepiej przespacerować się kawałek i złapać taksówkę na zwykłej ulicy.  Kierowcy, którzy czekają na parkingach pod samymi atrakcjami turystycznymi np. kolejką na Pão de Açúcar liczą na cała turę po mieści i raczej za turystyczne wynegocjowane ceny, a nie według licznika.

Przydatne linki
Kolejka Bondinho
Pociąg na Corcovado
Narodowy Park Tijuca

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Zakupy inaczej - czyli nie centra handlowe

z serii "wytrząśnięte z szuflady"


Podróż bez zakupów nie liczy się, bo przecież trzeba przywieźć pamiątki i prezenty.  Czasami chodzi nam głównie o zakupy wtedy centra handlowe, outlety czy butiki interesują nas najbardziej. 

Na szczęście to nie wszystko, bo są miejsca wyjątkowe, które zainteresują wielbicieli vintage oraz różnych dziwnych rzeczy jakie tylko można znaleźć na typowym targu staroci. Takie miejsce to trochę jak lustro odbijające gusty, upodobania i różne mody minione i obecne; widać także co powraca, a co na zawsze zniknęło i nie budzi zainteresowania wśród kupujących.
 

Ja rzadko odwiedzam takie miejsca, a jeśli już mi się zdarzy, to raczej jako obserwator niż klient.  Tak samo sceptyczno-obserwacyjne nastawienie miałam do wielkiego targu, który odbywa się w każdą drugą niedzielę miesiąca przy stadionie Rose Bowl w Pasadenie

red leather jacket 
Był to typowy june gloom (o tym następnym razem) poranek więc zaczęło się mało optymistycznie.  W wycieczce towarzyszyli nam „specjaliści”, którzy już na początku wypytali nas co chcielibyśmy znaleźć i tym prostym sposobem zostaliśmy wciągnięci w poszukiwanie „łupów”.  Zabawa była całkiem niezła, a ja, jako największy sceptyk, opuściłam targ z łupem za kilka dolarów w rękach.

Przydatne linki - Rose Bowl Flea Market 

niedziela, 12 kwietnia 2015

Downtown Los Angeles - jeszcze kilka ciekawych miejsc

z serii "wytrząśnięte z szuflady"


Angel Flight Railway Los AngelesPierwszą część spaceru zakończyliśmy na lunch'u w Grand Central Market.  Teraz pełni sił wyruszyliśmy w poszukiwaniu innych ciekawostek.

Naprzeciwko Grand Central Market, znajduje się Angels Flight Railway najkrótsza kolejka na świecie, która łączy historyczną część miasta z Bunker Hill.  Dla mnie ta kolejka to trochę jak „schody” do innego L.A., bo to na Bunker Hill znajduje się finansowa część miasta, gdzie nowoczesna architektura zdominowała przestrzeń.
 

Nowoczesna to przecież nie znaczy gorsza, a jeśli spojrzymy na Walt Disney Concert Hall zaprojektowany przez Franka Gehry  to zadziwiająca czy piękna będzie jak najbardziej na miejscu. Historia konstrukcji budynku jest nie mniej zajmująca niż odkrywanie jego zakamarków; podobno pierwotnie budynek miał być pokryty kamieniem – przyznaję, że nie potrafię sobie tego wyobrazić.  Także sama powierzchnia metalu była już zmieniana ponieważ okazało się, że odbijane od błyszczącej powierzchni światło słoneczne było oślepiające i powodowało podniesienie temperatury w okolicznych budynkach.  Rozwiązaniem okazało się zmatowienie całości budynku. Po więcej informacji warto zajrzeć na blog o Los Angeles. Polecam też sklepik w budynku filharmonii, ponieważ można znaleźć tam ładne i interesujące pamiątki nie tylko związane z samym budynkiem, ale także z Los Angeles.


Walt Disnej Concert Hall Frank Ghery
Warto jeszcze zajrzeć do Little Tokyo szczególnie w porze lunch’u lub obiadu/kolacji ponieważ serwują tam wyśmienite japońskie jedzenie i nie ogranicza się to do sushi. Los Angeles ma także China Town, lecz to raczej namiastka tego co można znaleźć w Nowym Jorku czy San Francisco.
 
 

Jeśli macie ochotę na obejrzenie panoramy Los Angeles to są dwa dobre punkty widokowe i jedno z nich znajduje się w centrum. Jest to hotel Westin Bonaventure gdzie znajduje się obrotowa kawiarnia / restauracja. Pełen obrót trwa 1,5h i jest to dość dużo na raczej monotonną panoramę, ale warto tam zajrzeć choćby na chwilę. A z „filmowych” ciekawostek, to hotel ten grał w kilku znanych produkcjach między innymi Na linii ognia, Mission Impossible III, Showtime, Ucieczka z LA oraz w „True Lies” (Prawdziwe kłamstwa). Co do tego ostatniego to między innymi scena, w której Arnold Schwarzenegger wjeżdża konno do przeszklonej windy została właśnie tam nakręcona.

Los Angeles Panorama

piątek, 27 marca 2015

Downtown Los Angeles - warto zobaczyć

z serii "Wytrząśnięte z szuflady"


Los Angeles kojarzy się przede wszystkim z Hollywood, Beverly Hills, Santa Monica i tam kieruje się większość turystów. Centrum (downtown) jest najczęściej pomijane, a może raczej niezauważane.  Przecież, na pierwszy rzut oka, to takie samo centrum, jakie możemy znaleźć w wielu innych amerykańskich miastach.

Moim zdaniem warto jednak tam zajrzeć ponieważ będzie to całkiem inny obraz miasta aniołów, w którym historia miesza się z nowoczesnością, a dostatek z jego brakiem. Aby zacząć od samego początku należałoby zajrzeć najpierw do El Pueblo, jako miejsca, które prawdopodobnie znajduje się najbliżej pierwszej osady.  Lecz ja polecam uwadze stację kolejową, która znajduje się tuż obok. Union Station jest znana jako ostatnia z wielkich stacji kolejowych. Budynek i jego wnętrze zostały fantastycznie odrestaurowane i robią wrażenie.  Historię stacji można znaleźć na stronie amtraka Great American Stations.
 
Teraz ruszamy już do centrum; czasy świetności centrum L.A. to lata 1890-1930, wtedy było to rzeczywiście centrum biznesowe, handlowe i rozrywkowe. Dziś miasto stara się przywrócić dzielnicy dawną świetność i powoli wraca tu prawdziwe życie. Kolejne budynki są odrestaurowywane i dzięki temu możemy podziwiać przykłady przepięknych dekoracji architektonicznych z epoki świetności. 


Architecture Details Los Angeles

 Jeśli chcecie zobaczyć jak dawniej wyglądały wnętrza zajrzyjcie do Bradbury Building. 


Także niektóre teatry odzyskują swoją dawną funkcję, stają się miejscami spektakli i seansów kinowych, zamiast magazynów i sklepów z przysłowiowym „mydłem i powidłem”, należy do nich Los Angeles. 
Los Angeles downtown

Warto zajrzeć także do Grand Central Market, szczególnie jeśli jesteśmy już głodni.  Prócz straganów z wszystkim co na porządnym rynku powinno być, są także stoiska serwujące świeżo przygotowane potrawy. Z tej możliwości rzeczywiście korzystają osoby pracujące lub mieszkające w okolicy, jak zwykle w takich miejscach status nie ma znaczenia. Adres, godziny otwarcia i wiele więcej znajdziecie na ich stronie.

Przydatne linki
Union Station - Great American Stations
Grand Central Market L.A.

Pierwszy dzień wiosny

W tym roku nadejście wiosny wypadło w sobotę.  Pogoda była rewelacyjna, idealna do porządków na balkonie i wokół - takie blokowe ogrodnictwo.  Ponieważ mieszkanie jest nisko nad ziemią więc teren przy balkonie traktuję jak własny, co mam nadzieję wyjdzie na korzyść wszystkim - zostały już posadzone bez, magnolia, hortensje i lawenda.  A dalsze plany są ambitne.

W sobotę odkryliśmy wszystkie roślinki, a w skrzynkach na balkonie posadzone zostały bratki.  Co prawda zapowiedzi dotyczące pogody nie były optymistyczne - miały przyjść przymrozki i opady śniegu, ale przecież prognozy pogody najczęściej nie sprawdzają się.

Zrobiło się trochę bardziej kolorowo, czyściej i przyjemniej.


Wieczór okazał się całkiem ciepły więc uznaliśmy, że prognozy jak zwykle pozostaną prognozami.  Rano patrząc w piękne błękitne niebo, jeszcze z pozycji horyzontalnej,wciąż byliśmy przekonani, że jest piękna wiosna.

Niestety rzeczywistość okazała się być raczej zimowa - śnieg był wszędzie, także w skrzynkach.  Przyznaję, że wyglądało to dość malowniczo, tylko nie do końca o to chodziło.


środa, 18 marca 2015

Loft - miejsce dla sztuki

a nie mieszkanko w nowo wybudowanej inwestycji

z serii "wytrząśnięte z szuflady"


W Los Angeles znajdziecie najstarszą „kolonię” artystyczną „The Brewery”.  Utworzono ją w dawnym browarze ponad 30 lat temu. Budynki zostały przebudowane tylko wewnątrz, bez naruszania struktury zewnętrznej.  Pozostawiono także elementy takie jak oryginalna klatka schodowa, łączniki między poszczególnymi budynkami, windy.

U nas, bardzo często, lofty są sprzedawane jako luksusowe przestronne mieszkania. W „The Brewery” są to najczęściej długie, wąskie i wysokie studia z ogromnymi oknami, czyli przestrzeń i światło – wszystko co dla artystów jest ważne. Jeśli chodzi o część mieszkalną to wyposażenie jest bardzo proste i zdecydowanie nie na wysoki połysk.


Studio Ted Meyer - the Brewery
fot. dzięki uprzejmości Ted Meyer - studio w the Brewyer

Cała kolonia to około 300 artystów tworzących dzieła z wykorzystaniem wszelkich możliwych technik. Oczywiście są tam też studia fotograficzne, dźwiękowe, filmowe i wszystko co wiąże się z nowymi mediami i reklamą.

Sam obszar jest mocno betonowy i dość trudno znaleźć tu jakieś bardziej zielone miejsca dlatego ci, którzy mają przywilej posiadania frontu/ogródka pielęgnują swoje roślinki.  Całość ma swój unikalny charakter, daleki od połysku szkła i skali.

Oczywiście trudno wyobrazić sobie takie miejsce bez miejsca na imprezy czyli baru. Jak najbardziej jest, prosty aż do bólu, ale serwują przyzwoite piwo (to możliwe) i dobre jedzenie w ludzkich cenach. Zawsze ktoś tam przesiaduje więc towarzystwa nie trzeba szukać daleko, ale nie ma nachalności i przymusu – nie chcesz rozmawiać to możesz zaszyć się gdzieś w kącie.

Dwa razy w roku, w kwietniu i w październiku, „The Brewery” organizuje artwalk czyli taki dzień otwarty.  Większość artystów otwiera swoje studia nie tylko po to by pokazać co robią lecz także sprzedać swoje prace – sztuka jest tu po prostu pracą.