Oglądając jeden z kulinarnych „show” po raz pierwszy usłyszałam nazwę „ceviche”. Przygotowanie przystawki stanowiło spory problem dla uczestników programu, a co gorsza było to danie często zamawiane przez gości telewizyjnej restauracji. Efekt, jak dla mnie, był bardzo edukacyjny, ponieważ poszukałam informacji co to jest.
Okazało się, że jest to najbardziej znana potrawa peruwiańska, która składa się ze świeżej surowej białej ryby w pikantnej marynacie z soku z limonki, cebuli i ostrej papryki. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że mam szansę na wizytę w Peru, spróbowanie ceviche stało się niemal celem.
I powiem krótko – warto było, ceviche jest rewelacyjne. Oczywiście każde miejsce ma swój trochę inny sposób na marynowanie ryby, ale zestaw podstawowych składników pozostaje taki sam.
Najpierw spróbowaliśmy ceviche w jednej z restauracji sieci Segundo Muelle, ponieważ przestrzegano nas przed przypadkowymi miejscami, gdzie świeżość ryby może budzić wątpliwości. Jednak następny raz skusiliśmy się na ceviche i inne lokalne dania w zwykłym barze w Barranco.
Było rewelacyjne i żałuję, że podczas jednego krótkiego pobytu nie można spróbować wszystkiego.
Niektórzy mówią, że kuchnia peruwiańska to jedna z najlepszych. Trudno mi potwierdzić lub zaprzeczyć, bo lubię także kuchnie brazylijską i meksykańską.
Dla zainteresowanych strona sieci restauracji Segundo Muelle
O miejscach, wydarzeniach, sytuacjach, rzeczach czyli o wszystkim co małe, ulotne. A małe, z pozoru, nieważne rzeczy to całkiem spory kawałek, szybko znikającej z pamięci, rzeczywistowści.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia lokalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia lokalna. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 maja 2016
poniedziałek, 20 lipca 2015
Na weekend do São Paulo
wytrząśnięte z szuflady
São Paulo to największe miasto kontynentu, czasem nazywane Nowym Jorkiem Ameryki Południowej. Znaczący rozwój tego miasta związany był z wybudowaniem linii kolejowej łączącej miasto z portem Santos. I tu oczywiście nie obyło się bez nas, bo wkład w budowę mieli inżynierowie B. Rymkiewicz i A. Brodowski, lecz najważniejsza w tym wszystkim była kawa, która stanowiła główny towar eksportowy.
Okres największego rozwoju miasta to wiek XX-ty, dlatego jest ono postrzegane jako synonim nowoczesności i współczesności, więc poszukiwacze śladów z przeszłości będą raczej zawiedzeni. Oczywiście odnajdziemy kilka interesujących kościołów wciśniętych pomiędzy wysokie budynki: Igreja de Santo Antônio, Igreja de São Francisco de Assis, ale katedra to już rok 1954 i styl neogotycki.
Najstarszym miejscem jest Pátio de Colégio, to tu zostało założone São Paulo de Piratininga, a założycielami byli jezuici Anchieta i Nóbrega. Jednak ten niewielki budynek nie wygląda na zabytkowy, a w otoczeniu budowli, które bardziej przypominają Manhattan, wydaje się całkiem nie na miejscu. A może to takie miasto.
Na lunch warto wybrać się do Mercado Municipal (Targ Miejski). Na antresoli znajduje się około 10 restauracji-barów, w których serwowane jest głównie lokalne jedzenie. Co prawda definicja lokalności w przypadku São Paulo jest trudna, bo w tym mieście każda kuchnia jest lokalna.
Oczywiście nie wiedzieliśmy co jest co w menu, więc dyskretnie rozglądaliśmy się po talerzach na sąsiednich stolikach. Nie było to trudne, bo stoliki tworzą niemal jeden długi stół. Dyskrecja okazała się być mało dyskretna, bo po chwili para obok zaoferowała pomoc i bezceremonialnie opisała co jedzą osoby siedzące przy innych stolikach. Być może wystarczyło zamówić którąkolwiek potrawę, bo kolejki Brazylijczyków oczekujących na stoliki potwierdzały, że to jest właściwe miejsce na próbowanie lokalnej kuchni. I rzeczywiście było dobre.
Subskrybuj:
Posty (Atom)